Zakonspirowana, partyzancka baza sądeckiego oddziału PPAN

To było miejsce, którego przez lata poszukiwali historycy i osoby związane z żołnierzami  "Żandarmerii". Była tak dobrze zakonspirowana, że nawet byli członkowie oddziału nie mogli jej odnaleźć. Po rozbiciu organizacji w 1948 r. KBW wysadziło ziemiankę i zniszczyło pozostałą część obozu. Dopiero w 2007 r. Tadeusz Śliwa razem z byłym partyzantem Tadeuszem Rybą odnaleźli bazę. Podczas sprzątania terenu znaleziono bardzo dużo przedmiotów należących do partyzantów. W 2008 r. stanął tam żelazny krzyż z tabliczką pamiątkową. 

W tym miejscu stoi dzisiaj duża tablica ufundowana przez Nadleśnictwo, na której opisana jest historia oddziału PPAN i dowódcy Stanisława Pióro "Emir". Baza powinna być szeroko rozpropagowana, aby wszyscy, szczególnie my młodzi mogliśmy będąc na miejscu poczuć ducha historii. 

A oto właśnie rys historyczny miejsca pamięci, na którym rozgrywały się prawdziwe wydarzenia i ludzkie dramaty. 


        Odsłonięcia tablicy pamiątkowej w 2016 r. dokonali Zbigniew Obtułowicz- prezes Związku Żołnierzy AK w Nowym Sączu i Nadleśniczy Stanisław Michalik.

      
        Pierwsza baza PPAN mieściła się w dolinie Złotniańskiej. W miarę rozrastania się organizacji stała się ona jednak zbyt mała i dlatego podjęto decyzję o jej przeniesieniu. Miejsce musiało być dobrze ukryte, a jednocześnie mieć stały dostęp do wody pitnej i w miarę dobrą komunikację z leżącymi nieopodal wsiami. Dogodną lokalizację zobowiązali się znaleźć Cabak i Ryba, którzy posiadali najlepszą orientację w terenie. Na siedzibę wybrano miejsce pomiędzy Pisaną Halą, a Halą Turbacz w pobliżu jednego z dopływów Łomniczanki. Do zakamuflowania schronienia wykorzystano bardzo głęboki jar, jaki tworzył potok oraz bale drewniane zebrane w lesie.

 Szkic schronu PPAN, źródło: M. Śliwa "Almanach Muszyny 2008"

              Pomieszczenie bazy wykonano z drewna pozyskanego z tzw. „Stajni”, wykorzystywanej jako szpital jeszcze przez partyzantkę AK-owską w czasie okupacji i ze starych, opuszczonych łemkowskich domów z Wierchomli Małej. Schron posiadał dwa pomieszczenia. W pierwszym była sypialnia             z piętrowymi łóżkami w drugim zaplecze gospodarcze, w którym znajdował się piec chlebowy             i podręczny magazynek wykonany przez Cabaka. Nad tymi pomieszczeniami znajdował się magazyn. W bardzo bliskim sąsiedztwie ziemianki zlokalizowany był mały placyk, gdzie zorganizowano ołtarz polowy, przy którym ks. Władysław Gurgacz odprawiał nabożeństwa.

              Życie w Bazie wymagało ogromnej dyscypliny ze strony członków organizacji. Trzeba było stale zachowywać ciszę, zakazane było strzelanie. Żołnierze odpowiedzialni za prace gospodarcze mieli obowiązek dbać o pozyskanie drewna i palenie w piecu. Drewno musiało być suche, ścinano je ręcznymi piłami, a jego rąbanie na mniejsze części odbywało się tylko we wnętrzu bazy. Do zadań tych żołnierzy należało również zdobywanie pożywienia i gotowanie posiłków. Środki spożywcze takie jak: ziemniaki, mąkę czy kaszę, kupowano od gospodarzy wspierających oddział lub oni kupowali je na zlecenie partyzantów. Mięso pochodziło z polowań. Jego zapasy przechowywano w beczkach umieszczonych w potoku.

Żołnierze nigdy nie przemieszczali się głównymi drogami, aby nie napotkać wojsk wroga.      W zimie zacierano ślady, ciągnąc za sobą wierzchołek świerka lub jodły, co upodabniało je do śladów zostawianych przez watahę dzików. Zdecydowano się również na jednolite umundurowanie oddziału. Odpowiedzialnym za to został ks. Gurgacz, który udał się w tym celu aż do Krakowa.

Służba Bezpieczeństwa za wszelką cenę chciała odnaleźć i zlikwidować partyzancką bazę. Na szczęście nie potrafili tego zrobić. Sfrustrowani porażką dokonali pacyfikacji wsi Barnowiec, której mieszkańcy

Uważam, że miejsce to powinno zostać "odbudowane" i udostępnione np. do rekonstrukcji historycznych lub "żywych" lekcji historii. Pamięć o partyzantach walczących o wolną Polskę powinna być pielęgnowana, aby nikt z nas nie musiał stawać przed wyborem wolność albo śmierć. Nie możemy o niej  zapomnieć. Przecież oni walczyli nie tylko dla siebie i swoich rodzina, ale również dla nas- dla  przyszłych pokoleń.  Szli na tę „wojnę” ze świadomością, że sami mogą nie doczekać dobrych czasów, ale chcieli, aby przynajmniej Ich potomkowie mieli lepsze życie. Nie ma chyba słów, jakimi można by określić Ich poświęcenie. Naszych Żołnierzy. Żołnierzy Wyklętych.

„(...)

W żołnierskich mogiłach świata

białe kości poległych czekają

Dnia Sądu

Gdy wraca pokój i sprawiedliwość

otwierają bezimienne żołnierskie mogiły

szukając w niemych kościach

Prawdy

 Z odnalezionej mogiły w słowackiej wiosce Forbasy

wydobyto nagie kości poległych

białe czaszki z pustymi oczodołami

i żebra które czas rozdzielił z kręgosłupem

kości kostki martwych – żywe świadectwo

przypomnienie i oskarżenie

(...)”

Jest to fragment wiersza Pani Marii Lebdowiczowej, pt. „Żołnierskie mogiły”, poświęcony pamięci Stanisława Pióro "Emira", dowódcy oddziału "Żandarmerii" PPAN 


źródła:

Maria Lebdowicz „Stanisław Pióro „Emir”. Żołnierze wyklęci. Wspomnienia rodzinne” , 2012r.

https://piwniczna.krakow.lasy.gov.pl/widget/witamy/-/asset_publisher/Wo5w/content/ppan/maximized

www.almanachmuszyny.pl

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Członkowie PPAN " Żandarmeria"

Historia partyzantki na ziemi sądeckiej.

Adam Legutko ps. "Młodzik"